- Nie martwię się o przyszłość, tylko o to, co się dzieje teraz. Decker wrócił do hotelu biegiem, ale to nie rozładowało jego zdenerwowania. Na podłodze w pokoju hotelowym rozłożył ręczniki, zrobił sto pięćdziesiąt pompek i tyle samo przysiadów. Z silnych ramion, wąskich bioder i muskularnych nóg spływał mu pot. Przećwiczył kilka ruchów wschodnich sztuk walk, wziął prysznic i włożył świeże dżinsy i czystą płócienną koszulę. Pod brązową skórzaną kurtką skrył pistolet. Nadal dokuczał mu żołądek. Było dokładnie południe, kiedy, zgodnie z planami, Decker zapukał do drzwi McKittricka. Nikt nie odpowiedział. Decker zapukał ponownie, poczekał chwilę, zmarszczył brwi, zapukał po raz trzeci, odczekał, rozejrzał się w obydwie strony korytarza i wyjął wytrych ukryty w kołnierzu kurtki. Dziesięć sekund później znalazł się w mieszkaniu z bronią gotową do strzału. Zamknął za sobą drzwi. Czy McKittrick go nie posłuchał, czy też coś mu się stało? Decker zaczął z uwagą przeszukiwać mieszkanie. W salonie nie było nikogo. Łazienka, kuchnia i sypialnia, łącznie z szafami w ścianie, również okazały się puste. Decker nienawidził szafnigdy nie wiadomo, co może się w nich czaić. W napięciu dokończył przeszukiwanie, usiadł na wyściełanym krześle w salonie i przeanalizował możliwości. Wszystko w mieszkaniu znajdowało się na właściwym miejscu, ale to o niczym nie świadczyło. McKittrick mógł gdzie indziej wpaść w kłopoty. Albo, po raz drugi przyszło na myśl Deckerowi, ten sukinsyn mnie nie posłuchał. Decker postanowił poczekać i w tym czasie jeszcze raz przeszukał mieszkanie McKittricka, tym razem szczegółowo. Przejrzał każdą szufladę, zaglądając pod nią i za nią; sprawdził pod materacem i pod łóżkiem; pod fotelami i pod kanapą; w żyrandolach; w sedesie i za nim. To, co znalazł, wprawiło go w osłupienie. McKittrick nie tylko nie zniszczył notatek po wysłaniu raportów, ale ukrył je w miejscu łatwym do przewidzenia pod papierem, na półce w kuchni. Decker obok nazwisk członków grupy, których poznał poprzedniej nocy, znalazł tam adresy, między innymi adres budynku, do którego McKittrick wszedł poprzedniego dnia z Renatą. Znalazł również informację, gdzie znajduje się Klub Tybru. Decker nauczył się wszystkiego na pamięć. Włożył notatki do salaterki, spalił je, roztarł popiół na proszek, wyjrzał przez niewielkie okno kuchenne, zobaczył ceglany mur po drugiej stronie zaułku i wyrzucił popiół, tak żeby rozwiał go wiatr. Oprócz dolegliwości żołądkowych doskwierał mu głód. Odkroił sobie kromkę chleba, wrócił do salonu i zjadł ją powoli, cały czas obserwując drzwi. Dochodziła już czternasta. Decker miał coraz więcej obaw. Cóż innego mogę zrobić? zastanawiał się. Mógł wrócić do międzynarodowej firmy handlu nieruchomościami i wykonać alarmujący telefon, żeby ostrzec swojego kierownika, iż McKittrick nie stawił się na umówione spotkanie. Ale co by to dało, oprócz wrażenia, że Decker koniecznie chce się czepiać McKittricka? Ten facet był do kitu i nie znał się na rzemiośle - Decker już wcześniej zwrócił na to uwagę. Prawdopodobnie więc mogło się okazać, że McKittrick zapomniał albo samowolnie zignorował spotkanie. Może w tej chwili był w łóżku z Renatą? Jeśli tak, to może jest bardziej bystry niż ja, pomyślał Decker. Kiedy to ja poszedłem z kimś ostatnio do łóżka? Nie mógł sobie przypomnieć. Ponieważ tak wiele podróżował, miał niewiele przyjaciółek i wszystkie parały się tym samym zawodem. Przypadkowe randki nie wchodziły w rachubę - nawet zanim zaczął się rozprzestrzeniać AIDS, Decker unikał przygód na jedną noc, uważał bowiem, że zażyłość równa się odsłonięciu słabych punktów i nie ma sensu odkrywać się przed kimś, o kim nic nie wie. Ta cholerna praca, pomyślał Decker. Nie tylko wpędza człowieka w paranoję, ale również robi z niego zakonnika. Rozejrzał się po przygnębiającym salonie. Zapach stęchlizny drażnił go. Nadal dokuczał mu żołądek. Szczęśliwych czterdziestych urodzin, powtórzył sobie w myśli jeszcze raz. Zanim w zamku zachrobotał klucz, Decker zdążył zjeść cały chleb, jaki był w mieszkaniu. Była niemal 21.00. McKittrick wpadł bez tchu i zamarł, gdy zobaczył Deckera. .

Niż czonkowie wszystkich innych warstw i środowisk.. Zaruski zjechał jeszcze nieco niżej, by własnym ciałem odgrodzić nieszczęśliwą od przepaści. Końcem zapasowej liny obwiązał ją wpó... [read more]

- Czemu? Niedaleko drogi do Rzymu, a wielu pielgrzymów wielkanocnych wprost tu nawet zdąża na mszę. - Nie w...wiedziałem, że w Brisighelli jest coś nadzwyczajnego. - Właśnie kardynał. Nie pamiętacie, jak zeszłego roku jeździł do Florencji? To ten sam kardynał Montanelli. Powiadają, że zrobił tam ogromne wrażenie. - Być może, nie chodzę na kazania. .

Jest, co tu się dzieje?' - dziecko już nie tylko wymienia osoby i przedmioty na obrazku ("chłopiec, mama, okno, łóżko, lampa, zegar"), lecz opisuje obrazek, budując zdania omawiające wydarzeni... [read more]

k±tów, spod kwiatowych festonów i barchanowych draperyj, szczerzyła żółte zęby .

Tracili ze soba kontakt.. Równego góra Karmelu nie miała. Słowa rażące i niezbyt przyjemne.. Mam na my¶li więcej ich dobro niż nasze.. - Sama zarobię te dolary! W tej chwili Shirley zapropon... [read more]

kolezanki z .

- Co panu jest? - spytała spostrzegłszy jego pomieszanie.. Uczeń to wielki krok naprzód w porównaniu ze studentem.. . Karol w milczeniu zabrał się do klasyfikowania korespondencji, a póĽniej.... [read more]

Spojrzenia ich się spotkały. .

- Owszem, A w ogóle to się rozeszło - powiedziała Janeczka i odwróciła się do Stefka. - Nie zdążyłam ci jeszcze powiedzieć.... Bob był poruszony zachowaniem Raya. Udzieliło mu się jego z... [read more]


Pages:   1 2 3 4 5 6 7 8 9 10